Zeszyty Rabczańskie nr 2/2014

:::pobierz (pdf)

Od redakcji

Pierwszy rok obecności „Zeszytów Rabczańskich” pokazał zróżnicowanie rabczańskiej tematyki, czego wyrazem jest powiększające się grono publicystów
prezentujących wyniki badań z różnych dziedzin. Drugi numer naszego rocznika w sposób rozwojowy nawiązuje do zagadnień z numeru pierwszego. W kwestii
historycznej rozpoczynamy serię artykułów dotyczących II wojny światowej w Rabce i okolicach, starając się wydobyć na światło dzienne nieznane szerzej fakty. Nadal wyrazistą ekspozycję ma strona etnograficzna, przypominająca ważne dla Rabki rzemieślnicze i muzyczne tradycje oraz krytycznie odnosząca się do zbójnickiej legendy.
W tym numerze rozszerzamy jednak sposób patrzenia etnologiczo-historycznego
traktując Rabkę jako część większej historii regionalnej. Pojedyncze artykuły mają charakter wspomnieniowy bądź odnoszą się do tematyki literackiej. W uzupełnieniu, dla możliwie pełnej bibliografii rabczańskiej, przedstawiamy publikowane już teksty, aby zaistniały w lokalnej świadomości i mogły stanowić odniesienie dla kolejnych opracowań.

Nadal liczymy i po raz wtóry ponawiamy gorącą prośbę o współpracę z „Zeszytami Rabczańskimi”. Nasze pismo ma zamiar umożliwić publikację istotnych tekstów rabczańskich, zarówno ukierunkowanych naukowo, jak i lokujących się w sferze pierwszoosobowej narracji. Potrzeba subiektywnego wyrażenia przeżyć uwidoczniła się w przypadku wspomnieniowego tekstu pt. Leszek Zachara (1966-2005) – nauczyciel, przyjaciel artysta, w którym ze względu na założoną formę artykułu pominięto wiele osobistych relacji. Możemy więc zaproponować w przyszłym numerze
„Zeszytów” druk zbioru wspomnień na ten temat. Historia Leszka Zachary jest jedną z wielu z niedawnej przeszłości Rabki, które wymagają publikacji w momencie gdy są jeszcze świadkowie minionych wydarzeń, a wspomnienia nie uległy zatarciu.

Zapraszamy zarówno do lektury, jak i współpracy.

Jan Ceklarz
prezes Stowarzyszenia Kulturowy Gościniec


Wywiad Katarzyny Ceklarz dla Polskiego Radia Kraków nt. drugiego numeru "Zeszytów Rabczańskich"

Poniżej prezentujemy zawartość drugiego numeru "Zeszytów Rabczańskich".


Piotr Sadowski

Kampania wrześniowa w 1939 r. w Rabce

 

Wrzesień 1939 roku to jeden z najtragiczniejszych okresów w dziejach ziemi rabczańskiej. Gwałtowny kataklizm wojny, który przetoczył się przez te ziemie, był szokiem dla wszystkich – dla tych, którzy z obawy o życie opuścili swoje domy i dla tych, którzy w nich pozostali, nierzadko widząc na własne oczy pożogę i śmierć bliskich. Szok ten spowodowany był przede wszystkim zetknięciem mieszkańców ziem nie dotkniętych bezpośrednio działaniami poprzedniej wojny z nowoczesną machiną wojenną Niemiec – ale także zdziwieniem i rozgoryczeniem, że Polska upadła tak szybko. Działania wojenne pod Rabką, to raptem tylko kilka dni historii tych ziem. Poprzedziły je jednak dłuższe, wojenne przygotowania.

Nie będzie nowością stwierdzenie, że wszystko zaczęło się 15 marca 1939 roku, gdy Niemcy wkroczyli do Czechosłowacji, rozbijając ten kraj na Protektorat Czech i Moraw oraz marionetkowej Republiki Słowackiej. Nikt nie łudził się, że formalnie niepodległa Słowacja będzie przeszkodą dla Hitlera. Nagła zmiana sytuacji strategicznej, skutkująca groźbą przeskrzydlenia ugrupowania obronnego od południa, spowodowała rewizję polskich planów obronnych. Nagle okazało się, że Podhale i Orawa, znajdujące się dotąd na względnie bezpiecznych – jak zakładano – tyłach, mogą być zajęte przez nieprzyjaciela w ciągu pierwszych godzin wojny.

Niniejszy artykuł jest próbą spojrzenia z punktu widzenia historyczno-wojskowego na wydarzenia w okolicach Rabki, które rozgrywały się od marca do pierwszych dni września 1939 roku. Przedmiotem głębszej analizy są działania taktyczne walczących stron, odtworzone nie tylko na podstawie ogólnych opracowań i nielicznych relacji polskich, ale także dokumentów i relacji strony przeciwnej. Wprowadzenie do tematu stanowi analiza przygotowań wojennych na tym odcinku frontu, a zamyka go próba oszacowania strat biologicznych, poniesionych przez obie walczące strony na ziemi rabczańskiej.

Czołgi Pz.Kpfw.I z 33. batalionu pancernego 4. Dywizji Lekkiej na rynku jednego z małopolskich miasteczek we wrześniu 1939 r. Jednostka ta miała zamalowane na kolor ciemnoszary krzyże już w pierwszych dniach wojny – regulaminowym znakiem rozpoznawczym używanym na pojazdach był w 1939 r. krzyż biały, którego wyraźnie odcinająca się sylwetka ułatwiała celowanie obsługom armat przeciwpancernych – stąd, stopniowo krzyże przemalowywano na inny kolor. Znany powszechnie czarny krzyż był stosowany jako znak identyfikacyjny dopiero od 1940 roku (arch. autora).


Wojciech Szatkowski

Akcja „Goralenvolk” na terenie Rabki w latach 1939-1945

 

„Goralenvolk”, czyli „naród góralski”, to nazwa sztucznej i z gruntu fałszywej koncepcji etnicznej dotyczącej genezy górali polskich, zamieszkujących szeroko rozumiane Podhale. Założenia ”Goralenvolku” rozwijane były na Podhalu przez okupanta niemieckiego i grupę zdrajców podczas II wojny światowej, ale jego korzeni należy szukać co najmniej na kilka lat przed jej wybuchem. Była to największa zorganizowana struktura kolaboracyjna w okupowanej Polsce w latach 1939-1945, która do dzisiaj jest trudnym tematem dla lokalnej społeczności. Każdy Podhalanin odczuł skutki „Goralenvolku” w taki czy inny sposób i dlatego można stwierdzić, iż temat dotyczył całego Podhala. Niektórzy przyjmowali niemieckie warunki ale wielu wybrało jakąś formę niezgody. W czasie okupacji niemal w każdej góralskiej rodzinie znalazła się osoba, która przeciwdziałała akcji „Goralenvolku”. Niektórzy czynili to przez bierny lub czynny opór i nie wykonywali zaleceń władz okupacyjnych. Inni pobrali w 1942 r. kenkarty „P” (polskie), chociaż przez tę decyzję, skazywali siebie i swoje rodziny na gorszy, nieraz okrutny los, tj. wywózki na roboty do Niemiec, kontyngentowe obciążenia czy niejednokrotnie terror. Wielu było wreszcie takich, którzy przyjęli kenkartę góralską oznaczoną literą „G”. Około 200 osób pracowało w Związku Górali, Komitecie Góralskim bądź w jego delegaturach.

Gubernator Hans Frank (pierwszy z lewej) na inspekcji w Rabce. Obok widoczny Friedrich Alpers.
Na drugim planie górale w strojach ludowych. źródło NAC


Marek Kurzeja

Absolwent Gimnazjum Wieczorkowskiego w Royal Air Force

 

Pewnego letniego popołudnia 1991 r. do drzwi domu Jana Mlekodaja (1922-2008) w Rabce zapukał nieznajomy, starszy mężczyzna. Szczupły, wysoki, o siwych włosach, które mocno kontrastowały z opalenizną jego twarzy Granatowa, założona pod szyją apaszka stanowiła niecodzienne w tamtych czasach uzupełnienie rozpiętego kołnierza koszuli i równie niecodziennego, jaskrawoczerwonego swetra.
 Z całej postaci emanowało jakieś trudne do sprecyzowania, lecz odczuwalne opanowanie połączone z kulturą osobistą, właściwą ludziom – jak to niegdyś określano – dobrze urodzonym. Mężczyzna przedstawił się jako Jerzy Brochocki i zapytał o swojego dawnego kolegę ze szkoły – Jana Mlekodaja. Starsi panowie, którzy nie widzieli się od czasu wybuchu II wojny światowej na swój widok najpierw zaniemówili, a potem padli sobie w ramiona. Przez kolejne dni i noce – przybysz został bowiem zakwaterowany na miejscu – wspominali z rozrzewnieniem okres wspólnej nauki w rabczańskim gimnazjum, czas wojny i późniejsze losy. Okazało się, iż niespodziewany gość przybył do Polski z Kanady, aby po raz kolejny podjąć próbę odzyskania rabczańskiej willi „Niemen”, przejętej przez powojenne władze.

Miałem wówczas zaszczyt i wielką przyjemność poznać Jerzego Brochockiego, z którym mimo dużej różnicy wieku zbliżyły nas wspólne zainteresowania – lotnictwo i leśnictwo. W 1994 r. spotkaliśmy się ponownie. Była to jego ostatnia wizyta w Polsce. Zmarł w Kanadzie w 2006 roku i tam został pochowany. Próby odzyskania nieruchomości, najpierw przez jego matkę, a później przez niego samego, niestety nie powiodły się. Budynek willi „Niemen” został przejęty przez Skarb Państwa w 1959 r. z rażącym naruszeniem prawa. W 1966 r. został oddany w użytkowanie Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, który stworzył w nim dom pracy twórczej i niestety skorzystał z wszelkich możliwości, aby obiekt nie powrócił do prawowitego właściciela.

Na zdjęciu por. pilot Jerzy Brochocki w galowym mundurze brytyjskiego lotnika. Na ramieniu widoczny jest fragment naszywki z napisem POLAND. Nad kieszenią na lewej piersi odznaka polskiego pilota wojskowego tzw. gapa oraz baretka Krzyża Walecznych PSZ na Zachodzie.
Fot. z wiosny 1945 r., arch. P. Brochockiej.

Katarzyna Ceklarz

Dom wycieczkowy PTTK „Turbacz” w Rabce-Zdroju. Historia rodziny Klempków


Przedwojenna reklama restauracji „Turbacz”. Źródło: S. Dunin-Borkowski, Rabka-Zdrój i okolica, Rabka 1933, s. 32.

Tak w 1933 roku reklamowała się najpopularniejsza restauracja w Rabce prowadzona przez Klempków: Władysława (1893-1963) i Marię (1898-1960). Restauracja „Turbacz” znana była zarówno kuracjuszom przybywającym do Rabki, jak i miejscowym góralom. Miejscowi spotykali się tutaj w różnych celach, aby uczcić udaną sprzedaż krowy czy konia na pobliskim placu targowym, podyskutować na temat bieżących spraw popijając okocimskie piwo lub by dowiedzieć się, co nowego wydarzyło się w uzdrowisku. Było to także miejsce spotkań miejscowej inteligencji skupiającej się w takich organizacjach, jak Polskie Towarzystwo Tatrzańskie czy rabczański Związek Podhalan, do których należał, i które wspierał sam restaurator – Władysław Klempka.

Tradycje rodzinne restauratorów, atmosfera przedwojennej Rabki, a także wybuch II wojny światowej spowodowały, że popularna restauracja i hotel w krótkim czasie stały się świadkiem niecodziennych wydarzeń. Działalność konspiracyjna oraz częste kontakty z Niemcami przychodzącymi do restauracji odmieniły spokojne i szczęśliwe dotąd losy rodziny Klempków. Raz zmącony spokój powrócił do domu „Turbacz” dopiero z końcem lat 50. wraz ze zmianą polskiej rzeczywistości. Dzisiaj dwie niewielkie marmurowe tablice umieszczone na frontowej ścianie budynku mogą przykuć uwagę i zasygnalizować, że warto zapoznać się z historią „Turbacza” i jego mieszkańców.

 
Rozmowa z Katarzyną Ceklarz (audycja Radia Kraków)


Maria I. Olszowska

Jakie to szczęście: uczyć! Zofia Irena Sutorowska (1899–1985)


Zofia Sutorowska (1899–1985)
Fot. archiwum M. Olszowskiej.

Jakie to szczęście: uczyć.
To jest jak cudowne rozmnożenie chleba.

Zofia Sutorowska

W tych dwu krótkich zdaniach, zapisanych w osobistych notatkach w czasie okupacji niemieckiej, Zofia Sutorowska (1899–1985) ujęła istotę zawodu nauczycielskiego, a całe jej życie było przykładem dzielenia się wiedzą i doświadczeniem w długoletniej pracy nauczycielskiej i bibliotekarskiej. Warszawianka z urodzenia, rabczanka i regionalistka z wyboru, wielka patriotka, człowiek wielkiego serca, którego największą radością była praca dla innych. Dr Zofia Sutorowska zasłużyła na trwałe i zaszczytne miejsce w historii Rabki i Podhala.

Urodziła się 16 września 1899 roku w Warszawie. Była jedynym dzieckiem urzędnika handlowego Edwarda i Marianny Teresy z Kamockich. Zarówno w rodzinie ojca, jak i matki żywe były tradycje patriotyczne, ich przodkowie walczyli w powstaniach 1831 i 1863 r. Patriotyczna, kulturalna i głęboko religijna atmosfera domu rodzinnego z pewnością miała wpływ na wybór drogi życiowej przez Zofię. Zwłaszcza ojciec wspomagał jej zainteresowania. „On mnie wychował” – napisała we wspomnieniach. Dzięki niemu w życiu Zofii był, oprócz książek, także teatr i sztuka. Ojciec był członkiem Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, a do zwyczajów rodzinnych należało cotygodniowe niedzielne zwiedzanie wystawy w Zachęcie.

 


Jan Ceklarz

Leszek Zachara (1966-2005) – nauczyciel, przyjaciel, artysta

 

Wspaniały nauczyciel i wspaniały przyjaciel – przede wszystkim te dwie opinie nasuwały się osobom zapytanym o Leszka Zacharę, podkreślając, że dla niego praca nauczyciela i ludzie wokoło byli światem, w którym się spełniał. Na tych dwóch elementach koncentrowało się jego życie, w tle pozostawiając niedopełnioną pasję, jaką była sztuka.

Leszek Zachara urodził się 11 czerwca 1966 roku w Rabce, był najmłodszym z czwórki dzieci Marii i Franciszka Zacharów. Jego domem rodzinnym była piękna drewniana willa „Promień”, stojąca przy ulicy 1 maja (dzisiaj Jana Pawła II). W 1986 r. został absolwentem renomowanego Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych im. Antoniego Kenara w Zakopanem. Po dwuletnim epizodzie zasadniczej służby wojskowej (1987-89), 1 września 1989 r. rozpoczął, roczną jak się później okazało, pracę nauczyciela plastyki w Szkole Podstawowej nr 1 w Rabce. Od 1 września 1990 r. był instruktorem rysunku i malarstwa w Ognisku Pracy Pozaszkolnej w Rabce, a od 1 września 2000 r. uczył także plastyki w Gimnazjum nr 1 w Rabce. W 1997 r. ukończył zaocznie wychowanie plastyczne na Wydziale Pedagogicznym Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie (obecnie Uniwersytet Pedagogiczny) uzyskując dyplom z malarstwa u Aleksandra Pieńka.


Rozmowa z Janem Ceklarzem (audycja Radia Kraków)

Leszek Zachara. Fot. W. Sygut


Barbara Słuszkiewicz

XIX i XX-wieczne wiejskie pieczęcie herbowe z Rabki i okolic


Pieczęć okrągła o średnicy 26 mm. Dookoła pola pieczętnego napis majuskułą: GMINA CHABÓWKA, wyrazy oddzielono dwoma ozdobnikami. W części środkowej pola orzeł  z koroną na głowie, skierowany w prawo. Orzeł przypomina polskie godło państwowe i jest wzorowany na orłach z XVIII wieku. Pieczęć wyciśnięta  na dokumencie z 5 paździrnika1892 r. Zbiory Narodowe w Krakowie, Oddział II, sygn.  STNT 8, plik 12.
Geneza powstawania wiejskich pieczęci herbowych ściśle wiązała się z działalnością zarządów gminnych. One bowiem posiadały własny autonomiczny samorząd, reprezentowany przez wójta (naczelnika) i radnych. W kancelarii wójta pieczęć gminna z indywidualnym godłem służyła do sprawowania urzędowej funkcji. Za jej pomocą potwierdzał ważne dla danej społeczności akty, uwierzytelniając różnego rodzaju dokumenty. Przykładem wystawianego niegdyś dokumentu z obowiązkową pieczęcią może być świadectwo ubóstwa, potwierdzające, że dana osoba zasługiwała na miano ubogiego, tzn. nie posiadała żadnego majątku ruchomego i nieruchomego (np. sługa, komornik, wyrobnik rolny). Innym przykładem może być poświadczenie meldunku. Pieczęć odbijano zawsze na dokumentach sądowych, majątkowych, spadkowych, w tym inwentarzach sporządzonych po zmarłych, świadectwach moralności wydawanych, by udokumentować czyjąś nieposzlakowaną opinię w danym środowisku itp. Pieczęcie herbowe po raz pierwszy pojawiły się w XV - XVI w. i dotyczyły wsi lokowanych na prawie niemieckim; z tego okresu do naszych czasów pozostało jednak mało pieczęci, dziś uważanych za niezwykle rzadkie zabytki.

Herb wsi wywodził się z używanej tam pierwotnie pieczęci, której dekoracja i wielkość zależały od przeznaczenia (większe i okazalsze były pieczęcie majestatyczne królewskie, mniejsze i skromniej zdobione tzw. kancelaryjne, przeznaczone do dyspozycji urzędników). Magnaci i szlachta używali pieczęci osobistych, najczęściej wygrawerowanych na sygnetach.


Katarzyna Ceklarz

Historia zdroju w prasie i reklamie w latach 1864-1939 

Pierwsze reklamy prasowe zaczęły pojawiać się w Europie pod koniec XVI wieku. W Polsce zjawisko to wystąpiło z opóźnieniem, dopiero w XVIII wieku. Rozwój dziedziny informacyjnej, coraz częściej postrzeganej jako tworzenie perswazyjnych komunikatów o charakterze masowym, nastąpił wraz ze wzrostem piśmiennictwa prasowego, czyli w wieku XIX. Wtedy też powstały pierwsze reklamy zdrojowiska w Rabce, którego nagle odkryty potencjał (w postaci solanki) pociągnął za sobą rozwój całej wsi. Idąc w ślady zarządcy zdroju najbardziej przedsiębiorczy mieszkańcy zaczęli dostrzegać potrzebę wprowadzenia swoich towarów na rynek za pomocą informacji drukowanej i reklamy.

Analiza treści plakatów, afiszy oraz reklam handlowych zamieszczanych w prasie od II połowy XIX wieku przez mieszkańców Rabki pozwala uzyskać wiedzę o kształtowaniu się miejscowej gospodarki, modach i trendach lokalnej kultury oraz o klimacie codziennego życia w zdroju. Reklamy dają możliwość zapoznania się z asortymentem oferowanym przez dawnych sklepikarzy, ofertą restauratorów, hotelarzy, właścicieli zakładów leczniczo-wychowawczych, rzemieślników i innych usługodawców. Pomimo, że świat reklam nie oddaje całościowego obrazu danej społeczności (reklamowali się tylko ci, których było na to stać i widzieli w tym sens) oraz jest lakonicznym i na pierwszy rzut oko powierzchownym przekazem informacji, to jednak jest to świat niezwykle ciekawy, urozmaicony i ukazujący historię zdroju od strony jego najbardziej przedsiębiorczych mieszkańców, którzy martwiąc się o byt zabiegali o klientów i gości.

Reklamy rabczańskich pensjonatów i przedsiębiorstw. „Echo Zdrojowe”, nr 14-15, 1935.


Rozmowa z Katarzyną Ceklarz (audycja Radia Kraków)


Robert Miśkowiec, Zbigniew Krauz

Pochodzenie obrazów Drogi Krzyżowej w Skomielnej Białej

 

W historii kościoła w Skomielnej Białej jest do rozwikłania ciekawa zagadka, dotycząca autorstwa obrazów drogi krzyżowej. Być może są one dziełem profesora monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych. Do wyjaśnienia pozostaje także, w jakich okolicznościach trafiły do tej świątyni.

Ani w kronice parafii Skomielna Biała, ani w dokumentach parafialnych nie zachowała się żadna wzmianka na temat pochodzenia obrazów drogi krzyżowej, które zdobią dziś ściany kościoła pod wezwaniem św. Sebastiana. Z pewnością sprowadzono je tu za czasów księdza proboszcza Władysława Bodzka (1909-1978), a wiele wskazuje na to, że pochodzą z kościoła parafialnego w Skawie i zawisły na ścianach świątyni na przełomie lat 60. i 70. XX w.

Mieszkańcy Skomielnej Białej, z którymi rozmawialiśmy o obrazach Drogi Krzyżowej, wspominają, że ks. Bodzek „nie miał głowy do papierów”, pochłonięty bez reszty dziełem swojego życia, czyli budową nowego kościoła. Tłumaczy to brak jakichkolwiek zapisków na temat obrazów drogi krzyżowej Nie ma też żadnych świadków tamtych wydarzeń sprzed prawie 40 lat, którzy opowiedzieliby historię sprowadzenia obrazów do Skomielnej Białej.

Stacja 4. „Pan Jezus spotyka swą Matkę”. Fot. Z. Kraus.


Małgorzata Wojtowicz-Wierzbicka

Rabczański ośrodek garncarski

 

Pokaźną część kolekcji Muzeum im. Władysława Orkana w Rabce-Zdroju stanowią wyroby garncarskie z tych okolic. Potrzebę dokumentacji terenowej oraz gromadzenia produktów chłopskiego przemysłu garncarskiego wskazał w 1930 r. socjolog i etnograf prof. Kazimierz Dobrowolski (1894-1987), tworząc wytyczne pozyskiwania eksponatów dla rabczańskiej placówki. Istniał tutaj, bowiem jeden z większych ośrodków garncarskich, znany ze swych wyrobów na całym Podtatrzu.

Przypuszczalne początki garncarstwa w okolicy Rabki przypadają na drugą połowę XVII wieku, kiedy na zlecenie rabczańskiego dworu garncarskiej profesji wyuczył się Jakub Rączka z Olszówki. Najprawdopodobniej to właśnie od owego pańszczyźnianego rzemieślnika wziął początek słynny garncarski ród Rączków, który trudnił się tym fachem do lat 70. XX w.

Na rabczański ośrodek rzemieślniczy składały się warsztaty w Ponicach, Słonym, Skomielnej Białej i Zarytym oraz w Rabce, w tym w zwartym osiedlu garncarskim Poddziele (Dzielce). Silny rozwój tego rzemiosła odnotowano w 1767 r., kiedy duża liczba warsztatów garncarskich, powstających w miejscowościach: Chochołów, Rabka, Skomielna, spowodowała upadek ośrodków w Czarnym Dunajcu i Rogoźniku. Jednak lata świetności nadeszły dopiero w pierwszej połowie XIX w. Wtedy był to jeden z najsilniejszych, wiejskich ośrodków produkcji garncarskiej w okolicy. Około 1880 r., liczył wraz z sąsiednimi miejscowościami – Ponicami i Skomielną Białą - 34 czynne warsztaty. Pamięć ludzka i etnograficzne zapiski terenowe zachowały nieliczne nazwiska rodowe owych rzemieślników.

 Warsztat Jana Rączki. Fot. J. Sierosławski, Archiwum Muzeum im. Wł. Orkana w Rabce


Dorota Majerczyk

Robcańsko muzyka i muzykanci

 

Pierwsze wzmianki dotyczące folkloru muzycznego z okolic Rabki-Zdroju można znaleźć w krótkich artykułach i rozprawach z drugiej połowy XIX w. Cennych źródeł na temat ówczesnej obrzędowości dorocznej i rodzinnej, w tym o folklorze muzycznym w naszym regionie, dostarczyli badacze i etnografowie: Stefania Ulanowska (1839- po 1912), badająca bożonarodzeniowe zwyczaje we wsi Ponice, oraz Izydor Kopernicki (1825-1891), który zebrał i opublikował kilkaset pieśni, opisując przy okazji przebieg tradycyjnego wesela w Skomielnej Białej. Chociaż wzmianki na temat muzyki (czyli kapeli) są niewielkie, to jednak dzięki tym zapisom udaje się nam odtworzyć częściowo skład instrumentarium oraz wykonywany niegdyś repertuar. Przy obecnym skąpym stanie dokumentacji i materiałów źródłowych z zakresu ogólnie pojętego folkloru muzycznego z rabczańskiej ziemi wszystkie nawet najdrobniejsze wątki okazały się bardzo cenne zarówno dla badaczy, jak i regionalistów zainteresowanych muzyką ludową. Nie chciałabym zagłębiać się w szczegółowy opis historyczno-etnograficzny folkloru muzycznego, gdyż temu zagadnieniu poświęciłam osobny artykuł. Postaram się zatem przybliżyć tematy związane z funkcjonowaniem muzyk oraz muzykantów ludowych w naszym regionie.

Terminem muzyka tradycyjna określa się dzisiaj dawną muzykę ludową, a przede wszystkim historyczną muzykę wiejską (zwłaszcza tę o cechach archaicznych), której specyfiką jest transmisja pamięciowa. Przy próbie jej definicji bardzo często mniemamy, że ma ona pewne wzorce archetypiczne (melodyczne, rytmiczne, wyrazowe, wykonawcze), które pozwalają nam ją rozpoznawać – nie tylko w odniesieniu do innej muzyki, ale także jako coś intuicyjnie swojego. Nie zawsze jednak mamy pewność co do tego, czy dana melodia lub pieśń jest genetycznie wiejska, ludowa, czy jest kompozycją przez lud przejętą, czy też piosenką „światową”, czy dworską, piosenką popularną tak przeobrażoną, że uznawaną za czysto ludową.

Kapela rodzinna Ptaków.  Fot. archiwum autorki, Rabka 1972


Urszula Janicka-Krzywda

Zbójnicki horror wokół Rabki

Zbójnictwo trwało na obszarze całych Karpat i Pogórza Karpackiego mniej więcej od początku XVI po 2. połowę XIX stulecia. U źródeł tego ruchu leżały różnorodne przyczyny: od sprzyjających warunków terenowych poprzez uwarunkowania historyczne, osadnicze, gospodarcze, społeczne, po skomplikowane procesy i tradycje kulturowe. Zjawisko to udokumentowane jest bogatym materiałem archiwalnym oraz obszerną literaturą przedmiotu zarówno historyczną, jak i etnograficzną.

Zbójnictwo karpackie, w znacznie większym stopniu niż inne zjawiska, stało się jednym z głównych tematów folkloru słownego – pieśni, podań i legend. Na jego kanwie zrodził się mit, nawiązujący do starych struktur indoeuropejskich mitów bohaterskich, mających swoje korzenie w starożytności. Folklor słowny o tematyce zbójnickiej zawiera szereg ciekawych wątków wędrownych obecnych nie tylko w folklorze karpackim, ale także występujących na terenie nieomal całej Eurazji.

Teksty te, co potwierdzają materiały historyczne, są nierzadko równocześnie informacją o rzeczywistej działalności zbójników.

W ciekawe wątki o tematyce zbójnickiej obfitują między innymi okolice Rabki, zwłaszcza Gorce. Są to głównie wątki wędrowne, co bez wątpienia jest wynikiem traktowania Gorców przez zbójników z różnych części Karpat Zachodnich jako bazy wypadowej i obszaru schronienia. Działali tu także miejscowi zbójnicy, ale w porównaniu np. z Beskidem Żywieckim epizody związane z ich działalnością zdarzały się tu rzadko. Gorce, w przeciwieństwie do innych części Karpat, nie mają np. żadnego wybitnego zbójnickiego hetmana, jakimi byli np. Ondraszek (Andrzej Fucimian; 1680-1715) w Beskidzie Śląskim, Jerzy Fiedor Proćpak (?-1796) na Żywiecczyźnie czy Józef Baczyński, zwany Skawickim (?-1736), w rejonie Babiej Góry.

Zbójnicy – przyjęcie „Surowca”, mal. G. Pękowa.   Fot. K. Ceklarz, kolekcja prywatna.


Maciej Gaździcki

Rabka Festival 2014. Relacja z wykładów

 

W dniach od 10 do 13 lipca odbył się pierwszy Rabka Festival, organizowany pod hasłem Lato z książką. Twórcze wakacje dla małych i dużych. Organizatorami wydarzenia były Miejska Biblioteka Publiczna i Fundacja Rozwoju Regionu Rabka. Wsparcia udzieliły organizacje samorządowe oraz prywatne, patronat zapewniły media krajowe i lokalne, natomiast realizacją zajęła się kierowana przez Iwonę Haberny Agencja Promocyjna OKO. Celem imprezy było promowanie czytelnictwa, wskazywanie rodzicom i nauczycielom nowych sposobów na zainteresowanie młodego czytelnika dziełami literackimi oraz przedstawienie problemów poruszanych w literaturze skierowanej do młodego odbiorcy Nie bez znaczenia była także prezentacja nowinek, jakie pojawiły się na rynku literatury dziecięcej. Uroczysta inauguracja Festiwalu odbyła się pod tężnią solankową, gdzie zorganizowano wystawę ilustracji książkowych Roberto Innocentiego; słowo wstępne wygłosiła uczennica artysty Monika Rzonca. Przez cztery kolejne dni w różnych częściach Rabki organizowane były warsztaty, zajęcia, pokazy i spotkania autorskie (między innymi z Barbarą Gawryluk, Joanną Olech czy Wojciechem Widłakiem). Prowadzono także sprzedaż książek, zaś wieczorami gromadzono się „pod Grzybkiem” w parku zdrojowym, by wysłuchać czytanych przez Tomasza Schimscheinera oraz Jerzego Sthura fragmentów książek dla dzieci, wybranych wcześniej drogą plebiscytu.

Prof. dr hab. Anna Czabanowska-Wróbel. Fot. J. Ciepliński 2014